opinie o BLW, porady

Minęły już 3 miesiące odkąd zaczęliśmy rozszerzać dietę Małego Szpinakożercy (czas strasznie szybko zaczął lecieć, od kiedy skończył 6 miesięcy) i chciałabym podzielić z Wami moimi kilkoma spostrzeżeniami na ten temat, tego jak stosuje się BLW w praktyce 🙂 Wiele się działo, było mnóstwo prób, trochę frustracji, szczypta złości, załamania, wzloty i upadki a na koniec 100% dumy!

Jeżeli zaczynacie dopiero drogę z rozszerzaniem diety, zachęcam Was do zajrzenia tutaj i tutaj, w tych dwóch postach opisałam, jak się do tego zabrać ze spokojem, ale profesjonalnie!

A może macie już własne doświadczenia z karmieniem malucha? Chętnie poczytam również o Waszych przygodach 🙂

Ja postanowiłam zebrać swoje przemyślenia i tak zrodziło się

5 FAKTÓW O BLW, KTÓRE MUSISZ POZNAĆ!

Zaczynajmy zatem 🙂

1. Jedzenie zobaczysz nie tylko na krzesełku, dziecku, podłodze i ścianie….ale też w pieluszce!

Niestrawione resztki, kawałki marchewki, buraka itp…Z dużym prawdopodobieństwem znajdziesz je (choć nie chcesz) w kupce swojego dziecka. Dlaczego? Bo młodziutki układ pokarmowy dopiero uczy się trawić i duże kawałki mogą być dla niego wyzwaniem. Ale nie oznacza to, że nie przyswaja składników odżywczych z pokarmu! Nie ukrywajmy, my też czasami oddajemy to, co zjedliśmy w prawie niezmienionej formie, a mamy się dobrze 🙂

BLW porady, opinie

ryan_fung via Foter.com / CC BY-SA

Ale we mnie wzbudziło to podejrzenia, tym bardziej, że mój maluch jest dosyć wrażliwy na punkcie swojego brzuszka. Częściej miał trudności z wypróżnieniem, w nocy wybudzały go męczące gazy, wyraźnie bolał go brzuszek.

Czy BLW w praktyce i pieluszce tak powinno wyglądać?

Zaczęłam szukać informacji na ten temat, skonsultowałam się z naszą pediatrą i sama przeanalizowałam wszystkie za i przeciw i oto, co postanowiłam:

-> Produkty, które podaję Szpinakożercy do ręki powinny być miękkie i delikatne (dłużej gotowane niż dla mnie)

-> Poza jedzeniem typu BLW, przygotowywałam też bardziej rozdrobnione pokarmy, w formie puree z większymi grudkami (np. zupa z zielonego groszku z ryżem, owsianka czy jaglanka), które podawałam na łyżeczce (w tej chwili potrafi je już sam zjeść rączką)

-> Mimo że karmię piersią ( i to często!) zaczęłam podawać mu więcej płynów, by zmniejszyć zaparcia (najczęściej woda, ale również mocno rozcieńczone soki, zielone koktajle owocowo-warzywne). Najlepiej sprawdził się zwykły domowy kompot z jabłek z dodatkiem gruszek lub wiśni. Bez dodatku cukru (można gotować go z kilkoma daktylami) świetnie reguluję pracę brzuszka

-> Będę czekać – organizm musi nauczyć się lepiej trawić!

Myślę, że to naprawdę pomogło! Mały czuł się coraz lepiej, mniej marudził a nadal mogliśmy cieszyć się wolnością, jaką daje BLW 🙂 Teraz zaparcia pojawiają się sporadycznie a w nocy budzi go głównie głód (albo jakaś atawistyczna potrzeba przyssania się do mnie…).

2. Dziecko zmiennym jest! Słuchaj go uważnie 🙂

 

Mały Szpinakożerca na swojej drodze do nowych pokarmów raczej nie był wybredny, Próbował wszystkiego, co mu podałam, ale nie oznacza to, że jadł! Na początku były to naprawdę mikroskopijne ilości jedzenia, zdarzało się, że większość posiłku rozmazał po krzesełku, podłodze i sobie (właściwie przez pierwsze 3 tygodnie tylko zawartość pieluchy utwierdzała mnie w przekonaniu, że on jednak coś je!).

Ale to się zmienia! Z czasem zdobywał coraz większe umiejętności podnoszenia kawałków pokarmu i trafiania nimi w rozdziawione usta. Pojawił się chwyt szczypcowy a ja z dumą patrzyłam, jak skupia się by złapać rączką najdrobniejszy okruszek.

Zmiany mogą iść również w inną stronę. BLW w praktyce przyzwyczaiło mnie, że nic nie jest stałe 🙂

 

Mały Szpinakożerca miał w czasie swojej 3-miesięcznej przygody z jedzeniem na przemian mniej więcej takie okresy:

“nie chcę jeść sam…karm mnie łyżeczką!”

“zabierz tą łyżeczką, jestem dużym chłopcem i zjem wszystko sam, umiem nawet jeść łyżeczką!”

“Wszystko, co podasz mi do picia – wypluję albo ewentualnie się tym zakrztuszę”

“Jedzenie zamiast w buzi powinno wylądować na podłodze! Ale podaj mi natychmiast to, co spadło”

“Uwielbiam chrupki!”

“Nienawidzę chrupek…”

“Wolę to, co masz na swoim talerzu, na moim na pewno jest coś oszukane”

“W sumie to wolę jeść mleko…nie zjem dziś i jutro i pojutrze nic innego :)”

 

Nie sądzę bym wymieniła wszystkie fazy… najczęściej i z największą intensywnością pojawiały się dwie pierwsze oraz ostatnia. Na szczęście starałam się nie przejmować zbytnio tymi etapami, wiedziałam, że to całkowicie normalne i pewnie mu przejdzie. Choć przyznam szczerze, że bywało to męczące i czasem frustrujące…

Wiedziałam też, że nie zabraknie mu jedzenia, bo przecież do skończenia 1. roku życia podstawą jest dla niego ciągle mleko. Byłam spokojna i to dobrze, bo nie ma nic gorszego w kwestii żywienia niż presja (no może na równi z wyrzutami sumienia).

Jaka nauka może płynąć z mojego doświadczenia dla Ciebie?

Upodobania i zwyczaje dziecka się zmieniają! I będą się zmieniać. To nic strasznego, jeśli dziecko nie je nic przez cały dzień (nawet jeśli nie karmisz już piersią czy mm), bo najprawdopodobniej następnego dnia zje więcej. Choć wydaje nam się, że to my musimy dziecko nauczyć wszystkiego o jedzeniu, w rzeczywistości ma ono wspaniałe naturalne mechanizmy, których paradoksalnie to my powinniśmy się uczyć od niego. Naszym zadaniem jest przede wszystkim ich nie zagłuszyć, wsłuchać się w potrzeby dziecka i iść krok w krok za nim.

3. Jeżeli nienawidzisz marnować jedzenia – nie stosuj BLW, przynajmniej na początku rozszerzania diety

 

Cóż… jeżeli dajesz 6-miesięcznemu dziecku kawałek marchewki do ręki (albo co gorsze buraka!), to chyba nie spodziewasz się, że zje ją grzecznie, posprząta po sobie i powie “dziękuję”. Nie, nie, nie…. Ale też nie jestem pewna, czy każdy rodzic spodziewa się, że będą dni (wiele takich dni..), kiedy większość (99,99%) tego, co przygotuje dziecku do jedzenia wyląduje w koszu. Kwestię tego, czy dziecko się naje, pomijam, bo napisałam co nieco o tym “piętro” wyżej.

Jednak co z kwestiami hmm moralnymi?

bałagan BLW

Sama nie lubię marnować jedzenia. Z pasją wykorzystuję zamrażarkę i wyszukuję przepisy na wykorzystanie resztek. Denerwuje się, gdy znajduję w lodówce przeterminowane i zepsute produkty. Niestety przy małym dziecku marnowanie się jedzenia jest przykrą codziennością (rozwiązaniem jest zawsze posiadanie psa, kota lub innego resztkożercy :)). Spotykałam się z przykrymi uwagami, że gdybym karmiła Małego Szpinakożerce łyżeczką, jedzenia marnowałoby się mniej…Mogłabym też dojeść to, czego nie zje potomek ( z podłogi jest dość ciężko). Cóż ja na to?

Po pierwsze – zawsze zachęcam do spojrzenia nieco dalej niż aktualny posiłek. Być może przy tym konkretnym będę musiała wyrzucić sporo jedzenia, ale co będzie za miesiąc, za rok, za 10 lat?

Jednymi z podstawowych zalet BLW jest to, że dzieci szybciej uczą się jeść samodzielnie, chętniej próbują nowości i w przyszłości są mniej wybredne! A co za tym idzie, w przyszłości są większe szanse, że nasz młody adept BLW będzie po prostu marnował mniej jedzenia… Więc może warto pomarnować trochę przez te kilka początkowych miesięcy (Mały Szpinakożerca radzi już sobie znacznie lepiej i jedzenia marnuje się naprawdę niewiele)?

A o tym by wybiegać w myśleniu o karmieniu dzieci  w przyszłość, pisałam też tutaj!

Po drugie – kilka słów o dojadaniu po dzieciach przez mamy/ojców/babcie itp.

Pracuję z osobami, które mają problem z nadmierną masą ciała i bardzo często ich argumentem za jedzeniem różnych produktów jest to, że “inaczej, by się zmarnowało”. A czy traktowanie naszego ciała jak śmietnika to nie jest marnowanie? Nie tylko jedzenia, ale też naszego zdrowia? Jaki pożytek z tego, że zbędne jedzenie trafi do naszego żołądka a nie do śmietnika? Pozostawiam Was z tymi pytaniami 🙂 Jedzenia lepiej nie marnować, pewnie, ale są na to lepsze metody niż dojadanie na siłę wszystkiego, co zostało po dziecku 🙂

4. Choć przy BLW możesz obyć się bez gadżetów, lepiej zainwestuj w dobry sprzęt!

 

Wiem, że wiele mam chwali sobie metodę BLW między innymi dlatego, że jest prosta – gotujesz marchewkę, sadzasz berbecia sobie na kolanach (najlepiej rozebranego do pieluchy) i dajesz w łapę jedzonko. Nie wymaga stu łyżeczek, pięćdziesięciu talerzyków, blenderów i mikserów. Ale w naszym gadżeciarskim świecie trudno obyć się bez odpowiedniego wyposażenia nawet przy BLW!

Z jakich gadżetów BLW korzystam na co dzień?

KRZESEŁKO

To w sumie podstawa. Jedną z zalet BLW jest dla mnie to, że mogę w spokoju zjeść sama posiłek wraz z dzieckiem, zatem nie mam ochoty trzymać go na kolanach (choć Wy możecie, jeżeli tak wolicie :)). Zainwestowałam zatem w krzesełko do karmienia. Okazuje się, że najlepsze są te najprostsze – z idealnie prostym oparciem, wysuwaną tacką i bez zbędnych gadżetów.

BLW krzesełko do karmienia

W domu korzystam z krzesełka KETER -dostaliśmy je od babci na gwiazdkę i jestem z niego baaardzo zadowolona. Jest stabilne, łatwo się czyści (ma zdejmowaną tackę, którą można nawet myć w zmywarce) i można je złożyć i zabrać ze sobą (np. do znajomych). Wadą jest biały kolor i sporo małych szczelin, w które może dostać się jedzenie…

U dziadków natomiast mamy klasyk nad klasykami – IKEA ANTILOP. Ośmielę się powiedzieć, że najbardziej popularne krzesełko do karmienia wśród BLW-mam!

Zalety?

Jest tanie, proste, lekkie, łatwo się składa i czyści. Dziecko siedzi stabilnie i będzie w nim siedziało nawet i do 2 lat 🙂

Wady?

Jak dla mnie ciężko się wyjmuje tackę…ale może po prostu za rzadko to robię?

Do krzesełka można dokupić jeszcze genialny wynalazek – wypełniacz, czyli dmuchaną poduchą pod plecy. Idealna dla mniejszych dzieci (by nie kręciły się w krzesełku) i na początku przygody z jedzeniem, gdy maluchy jeszcze super stabilnie nie siedzą. My korzystamy do dziś, bo Mały Szpinakożerca lubi być ciasto opatulony i dzięki temu siedzi prosto i nie próbuje wstawać 🙂

A jakie krzesełko Wam odradzam?

Wszystkie drewniano-plastikowe molochy z odchylanym do tyłu oparciem. U drugich dziadków mamy właśnie takie cudo. Wygląda całkiem ładnie, ale jest totalnie niepraktyczne… Wielkie, ciężkie, Mały dosłownie “pływa” na siedzisku, wierci się przez to niemiłosiernie, próbuje wstawać i ciężko mu skupić się na jedzeniu. Przede wszystkim jednak nie należy w ogóle karmić dzieci w pozycji półleżącej! O to, jak powinna wyglądać prawidłowa pozycja w czasie karmienia, pytałam fizjoterapeutkę Anię Jakóbik. Odpowiedź znajdziecie tutaj!

ŚLINIAKI

Jasne można dziecko rozebrać do naga…ale ja jednak wolę, by jadło ubrane. My wszakże też jadamy w ubraniu 🙂

Najlepiej sprawdzają się śliniaki – kaftany, czyli takie, które zakrywają całą górną część ciała. Udało nam się przetestować już kilka, więc opowiem Wam o nich 🙂

Na pierwszy ogień poszła IKEA  – zasłaniają całe ręce, mają wygodną kieszonkę na “resztki”, ale…. przemakają! I to dość mocno, poza tym po kilku myciach zaczął się z nich unosić nieprzyjemny aromat…Zaczęliśmy szukać innych 🙂

JAKI ŚLINIAK BLW

Wypróbowaliśmy 2-3 wersję bliżej nieznanych mi firm i trafiliśmy na śliniak BabyOno. Teraz jest u nas na topie! Nie przemaka, łatwo się go czyści, jedzenie nie dostaje się pod rękawek, szybko schnie i nie gnije. Jedyna wada – brak kieszonki, więc wszystko co spadnie z łapki, ląduje na podłodze. Ale widzę, że ostatnio coraz mniej jest takich spadających agentów.

Może macie inne sprawdzone śliniaki? Chętnie przygarnę każdy 🙂

ŁYŻECZKI

Jak wspominałam wcześniej, wspomagamy się karmieniem łyżeczką, poza tym Mały Szpinakożerca powoli ma ochotę uczyć się samodzielnego jedzenia sztućcami!

O tym, jak powinna wyglądać ta Pierwsza Łyżeczka pisałam przy okazji Kompendium o rozszerzaniu diety.

My znów postawiliśmy na szwedzką firmę i tym razem się nie zawiedliśmy – najlepiej sprawdzają się u nas te krótkie 🙂

łyżeczki do karmienia BLW

KUBECZKI

Dziecko musi pić. To naprawdę ważne! Bo odwodnienie przychodzi znienacka

Zaczęliśmy od niekapka. Mały nawet pił, ale średnio mu to szło. Okazało się, że pija z łyżeczki i zwykłego plastikowego kubka! Ale nie jest to najwygodniejsze, więc szukaliśmy dalej. Zdecydowaliśmy się na kubeczki ze słomką (bidony).

Pierwszy zakup – nieudany…słomka jest za gruba i mały nie miał siły ciągnąć.

Drugi zakup (znana firma SKIP HOP) – piękna żyrafa (szkoda, że zeszła po 2 tygodniach mycia..), Młody pije pięknie, ale jest też rozczarowanie – bidon przecieka! Nie da się go włożyć do torebki, bo zalewa mi portfel klucze i komórkę 🙂

Trzeci zakupCANPOL – tani, spolidny, nie przecieka i nie ma BPA! Używamy aktualnie najchętniej.

picie wody BLW

 

Na koniec fakt BLW chyba wszystkim znany, ale nie mogło go tutaj zabraknąć 🙂

5. Umorusane dziecko, to szczęśliwe dziecko

Eh ten bałagan. To chyba to, co najczęściej pojawia się jako zarzut wobec BLW. Nie ma co ukrywać – jeżeli masz naturę pedantyczną, zastanów się 3 razy zanim zabierzesz się za taką metodę rozszerzania diety. Nie jestem osobą mocno wyczuloną na punkcie porządku, ale czasami jasny szlag mnie trafiał, gdy musiałam zmywać po raz 3 tego samego dnia podłogę, krzesełko, tackę, no i Szpinakożerce 🙂

Ale wiecie co? Warto było! Dla widoku tego umorusanego, uśmiechniętego buziaka, roziskrzonych szczęściem oczu i machających radośnie łapek. Samodzielne jedzenie sprawia dzieciom olbrzymią radość. I nie bójcie się, że nauczą się bawić jedzeniem, wręcz odwrotnie – wybawią się, a potem będą jadły jeszcze ładniej!

bałagan BLW w praktyce

To co jest jednak najważniejsze – dzieci kochają być brudne! Dzieci jedzą całym ciałem, poznają smaki i konsystencję nie tylko poprzez usta, ale również nos, dłonie, uszy, całą skórę i warto im na to pozwolić. Może to zaowocować w przyszłości chociażby tym, że będą chętniej próbować nowych pokarmów. Bo jedzenie musi być przyjemne!

 

Kochani, nasza przygoda z BLW i jedzeniem tak naprawdę dopiero się zaczyna. Pewnie w przyszłości pojawią się kolejne przemyślenia, którymi z przyjemnością się z Wami podzielę 🙂

A Wy jak wspominacie Wasze dzieci kilka miesięcy po rozpoczęciu rozszerzania diety? To racze wspomnienia pozytywne czy trudne? Piszcie koniecznie w komentarzach!